Zakwita w puszczach dziwny kwiat paproci,
Na jedną chwilę, w tajemniczym cieniu -
Cały świat blaskiem czarodziejskim złoci,
Lecz można tylko dotknąć go w marzeniu.
Młodość, co wierząc, sama cuda tworzy,
Umie go dojrzeć w cudowności lesie,
Żadne widziadło w biegu jej nie strwoży,
Pewnej, że skarb ten na sercu uniesie.
A choć nie uszczknie kwiecia ideału,
Co pod jej ręką jako sen przepada -
Jednak ma chwilę ekstazy i szału,
W której jest pewną, że niebo posiada,
I widzi wszystkie ziszczone nadzieje,
Tryumf szlachetnych poświęceń i trudów,
I nową jutrznię - która zajaśnieje
Ponad przyszłością wyzwolonych ludów...
Gdy się dwa serca spotkają tęskniące,
Pełne nadziemskiej piękności i żalu,
Gdy objawienie miłości jak słońce
Na ust spłonionych zabłyśnie koralu,
Gdy po raz pierwszy drżące a wstydliwe
Te usta w jeden pocałunek spłyną,
Gdy przez nie dusze połączyć się chciwe
Jako dwie fale w oceanie giną,
Natenczas w uczuć wezbranych powodzi,
W tej błyskawicy duchów idealnej,
Kwiat ów cudowny tajemniczo wschodzi
I w pocałunku kwitnie niewidzialny!
Tyle też jego trwania: gdy z zachwytu
Zbudzona dusza chce go ująć w dłonie,
Zniknął bez śladu... Tylko wśród błękitu
Zostaly po nim jakieś dziwne wonie.
"I niech wiersz, co ze strun się toczy,
Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki,
Tak jasny jak spojrzenie w oczy
I prosty jak podanie ręki."
~Leopold Staff "Ars Poetica"
Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki,
Tak jasny jak spojrzenie w oczy
I prosty jak podanie ręki."
~Leopold Staff "Ars Poetica"
środa, 24 grudnia 2014
środa, 27 sierpnia 2014
O Oceanie Sinowłosym (Mirosław Hrynkiewicz)
Oceanie Sinowłosy,
białe statki ku mnie wyślij.
Dwa kamyki, moje myśli
na otwartych dłoniach niosę.
Daj mi miejsce w głębi morza,
szczyptę lądu, szczyptę skały.
Tu zbuduję zamek biały,
tutaj gniazdo swe założę.
Gdzieś daleko w stu stolicach
żyją ludzie, biją w dzwony.
Niezliczone bataliony
przyczajone na granicach.
Marszałkowie szklannoocy
wymyślają nowe wojny.
Powiedz, świecie niespokojny,
dokąd losy swoje toczysz?
W głębi morza zabłąkany
nie chcę nic o ludziach słyszeć.
Biały kolor - kolor ciszy,
w moim zamku białe ściany.
W moim zamku, gdzieś w ogrodzie
będę czytał wschodnie baśnie,
póki słońce w morzu gaśnie,
aby z morza powstać co dzień.
A gdy ludzie wypełnieni
nienawiścią, w jednej chwili
zniszczą wszystko, co stworzyli
wielkim ogniem z wnętrza ziemi,
znikną lądy, zniknie morze,
nie wie nikt, co będzie potem.
W białych światach ja z powrotem
w łonie matki się ułożę.
białe statki ku mnie wyślij.
Dwa kamyki, moje myśli
na otwartych dłoniach niosę.
Daj mi miejsce w głębi morza,
szczyptę lądu, szczyptę skały.
Tu zbuduję zamek biały,
tutaj gniazdo swe założę.
Gdzieś daleko w stu stolicach
żyją ludzie, biją w dzwony.
Niezliczone bataliony
przyczajone na granicach.
Marszałkowie szklannoocy
wymyślają nowe wojny.
Powiedz, świecie niespokojny,
dokąd losy swoje toczysz?
W głębi morza zabłąkany
nie chcę nic o ludziach słyszeć.
Biały kolor - kolor ciszy,
w moim zamku białe ściany.
W moim zamku, gdzieś w ogrodzie
będę czytał wschodnie baśnie,
póki słońce w morzu gaśnie,
aby z morza powstać co dzień.
A gdy ludzie wypełnieni
nienawiścią, w jednej chwili
zniszczą wszystko, co stworzyli
wielkim ogniem z wnętrza ziemi,
znikną lądy, zniknie morze,
nie wie nikt, co będzie potem.
W białych światach ja z powrotem
w łonie matki się ułożę.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Tęsknota (Adam Asnyk)
Obłoki, co z ziemi wstają
I płyną w słońca blask złoty,
Ach, one mi się być zdają
Skrzydłami mojej tęsknoty.
Te białe skrzydła powiewne
Często nad ziemią obwisną,
Łzy po nich spływają rzewne,
Czasem i tęczą zabłysną.
Gwiazdy, co krążą w przestrzeniach
Po drogach nieskończoności,
Są one dla mnie w marzeniach
Oczami mojej miłości.
Patrzą się w ciemne odmęty
Te wielkie ruchome słońca...
I ja miłością przejęty,
Patrzę i tęsknię bez końca.
I płyną w słońca blask złoty,
Ach, one mi się być zdają
Skrzydłami mojej tęsknoty.
Te białe skrzydła powiewne
Często nad ziemią obwisną,
Łzy po nich spływają rzewne,
Czasem i tęczą zabłysną.
Gwiazdy, co krążą w przestrzeniach
Po drogach nieskończoności,
Są one dla mnie w marzeniach
Oczami mojej miłości.
Patrzą się w ciemne odmęty
Te wielkie ruchome słońca...
I ja miłością przejęty,
Patrzę i tęsknię bez końca.
Posyłam kwiaty... (Adam Asnyk)
Posyłam kwiaty - niech powiedzą one
To, czego usta nie mówią stęsknione!
Co w serca mego zostanie skrytości
Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.
Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią
I prószą srebrną rosą jak łezkami,
Może uleci z ich najczystszą wonią
Wyraz drżącymi szeptany ustami,
Może go one ze sobą uniosą
I rzucą razem z woniami i rosą.
Szczęśliwe kwiaty! im wolno wyrazić
Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi;
Ich wonne słowa nie mogą obrazić
Dziewicy, choć jej upadną pod nogi;
Wzgardą im usta nie odpłacą skromne,
Najwyżej rzekną: "Słyszałam - zapomnę".
Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmiele
I składać życzeń utajonych wiele,
I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny...
Zanim z tęsknoty uwiędną serdecznej.
To, czego usta nie mówią stęsknione!
Co w serca mego zostanie skrytości
Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.
Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią
I prószą srebrną rosą jak łezkami,
Może uleci z ich najczystszą wonią
Wyraz drżącymi szeptany ustami,
Może go one ze sobą uniosą
I rzucą razem z woniami i rosą.
Szczęśliwe kwiaty! im wolno wyrazić
Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi;
Ich wonne słowa nie mogą obrazić
Dziewicy, choć jej upadną pod nogi;
Wzgardą im usta nie odpłacą skromne,
Najwyżej rzekną: "Słyszałam - zapomnę".
Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmiele
I składać życzeń utajonych wiele,
I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny...
Zanim z tęsknoty uwiędną serdecznej.
niedziela, 10 sierpnia 2014
Zwiędły listek (Adam Asnyk)
Nie mogłem tłumić dłużej
Najsłodszych serca snów,
Na listku białej róży
Skreśliłem kilka słów.
Słowa, co w piersiach drżały
Nie wymówione w głos,
Na listku róży białej
Rzuciłem tak na los!
Nadzieję, którąm pieścił,
I smutek, co mnie truł,
I wszystkom to umieścił,
Com marzył i com czuł.
Tę cichą serca spowiedź
Miałem jej posłać już
I prosić o odpowiedź
Na listku białych róż.
Lecz kiedy me wyrazy
Chciałem odczytać znów,
Dojrzałem w listku skazy,
Nie mogłem dostrzec słów.
I pożółkł listek wiotki,
Zatarł się marzeń ślad,
I zniknął wyraz słodki,
Com jej chciał posłać w świat!
Najsłodszych serca snów,
Na listku białej róży
Skreśliłem kilka słów.
Słowa, co w piersiach drżały
Nie wymówione w głos,
Na listku róży białej
Rzuciłem tak na los!
Nadzieję, którąm pieścił,
I smutek, co mnie truł,
I wszystkom to umieścił,
Com marzył i com czuł.
Tę cichą serca spowiedź
Miałem jej posłać już
I prosić o odpowiedź
Na listku białych róż.
Lecz kiedy me wyrazy
Chciałem odczytać znów,
Dojrzałem w listku skazy,
Nie mogłem dostrzec słów.
I pożółkł listek wiotki,
Zatarł się marzeń ślad,
I zniknął wyraz słodki,
Com jej chciał posłać w świat!
A może tylko nam się zdaje (Waldemar Chyliński)
Wśród ciszy tej co gdzieś w nas śpi,
A może tylko nam się zdaje,
Budzi się on wielebny krzyk,
I ból co rośnie razem z płaczem.
Wierzymy w każdą miłość nocy i dnia.
Wierzymy w każdy ranek i w każdy wieczór.
Wierzymy w każdą prawdę, gdy trzeba spać.
Wierzymy w byle co, by nie czuć
Nad głową noc, a noc jak strop,
I niepokoju tyle we mnie.
Gdzieś leci świat, gdzieś pędzi dom
Ktoś bliski znika mi bezwiednie.
Wierzymy w każdą miłość nocy i dnia.
Wierzymy w każdy ranek i w każdy wieczór.
Wierzymy w każdą prawdę, gdy trzeba spać.
Wierzymy w byle co, by nie czuć
Gdy ręką dnia dotykasz chmur,
A może tylko Ci się zdaje,
Myślisz, że w nocy to nie był ból,
I krzyk nad Twoim małym krajem.
A może tylko nam się zdaje,
Budzi się on wielebny krzyk,
I ból co rośnie razem z płaczem.
Wierzymy w każdą miłość nocy i dnia.
Wierzymy w każdy ranek i w każdy wieczór.
Wierzymy w każdą prawdę, gdy trzeba spać.
Wierzymy w byle co, by nie czuć
Nad głową noc, a noc jak strop,
I niepokoju tyle we mnie.
Gdzieś leci świat, gdzieś pędzi dom
Ktoś bliski znika mi bezwiednie.
Wierzymy w każdą miłość nocy i dnia.
Wierzymy w każdy ranek i w każdy wieczór.
Wierzymy w każdą prawdę, gdy trzeba spać.
Wierzymy w byle co, by nie czuć
Gdy ręką dnia dotykasz chmur,
A może tylko Ci się zdaje,
Myślisz, że w nocy to nie był ból,
I krzyk nad Twoim małym krajem.
... [Bunt nie przemija] (Stanisław Grochowiak)
Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia;
Jest teraz w locie: dojrzałym dokolnym,
Jakim kołują doświadczone orły.
Bunt się uskrzydla tak-jak udorzecznia
Bo wpierw to było jakby piaskiem w oczy,
Turniejem chłopców na słonecznej plaży;
A teraz ciężki; teraz ciężej waży.
Bunt się uskrzydla tak-jak kamień toczy
I pomyśl; czułość, ta świetlista kula,
Teraz dopiero w mym pobliżu płonie
Luzując szczęki, łagodząc me dłonie
Bunt się uskrzydla tak-jak się uczula.
Jest teraz w locie: dojrzałym dokolnym,
Jakim kołują doświadczone orły.
Bunt się uskrzydla tak-jak udorzecznia
Bo wpierw to było jakby piaskiem w oczy,
Turniejem chłopców na słonecznej plaży;
A teraz ciężki; teraz ciężej waży.
Bunt się uskrzydla tak-jak kamień toczy
I pomyśl; czułość, ta świetlista kula,
Teraz dopiero w mym pobliżu płonie
Luzując szczęki, łagodząc me dłonie
Bunt się uskrzydla tak-jak się uczula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)